Wrzucam moje pierwsze opowiadanie, które napisałam jakiś rok temu. Uff... Zapraszam do lektury. :P
Wojna i łzy
A więc się stało. Demony wypowiedziały nam wojnę. Staraliśmy
się utrzymać pokój, a otrzymaliśmy coś przeciwnego.
Harmonia między Dziewięcioma Światami została zachwiana i nic
nie można już zrobić. Jedynie walczyć o życie. Czy tylko to nam
już zostało? - Serina uciekaj stąd!- krzyknął Gaarl przy
okazji tnąc kamiennemu trollowi palce u rąk.
-
Nie ma mowy! Mój miecz pragnie zemsty! - odpowiedziałam ciskając
mym nożem w ogromnego wilka patrzącego na mnie jak na wyśmienitą
kolację.
- Nie odkupisz za to wiecznego spokoju!
Twój ojciec zatoczy się w grobie... - rzucił swój miecz w
powietrze, skoczył na kark bykowi, ujął bogato zdobioną rękojeść
i cisnął nią w demona. Potwór wydał z siebie niedźwiedzi ryk i
upadł z wielkim hukiem.
Mężczyzna odziany w błękitnej zbroi zszedł z ciała, ściągnął
hełm i po patrzył na mnie zielonymi oczami. Nawet w ciemności
widać było jego mocne rysy twarzy i złociste włosy. Zmarszczył
brwi gniewnie i powiedział:
- Twoja
śmierć w niczym nam tu nie pomoże. Wróć do Agaras i wezwij
posiłki. Zabierz ze sobą Tamarosa, Rotti i Ricki, odnajdźcie
Albatrosa, on będzie wiedział, co zrobić.
- W żadnym wypadku, nie zostawię cię samego! - mówiłam ledwo
łapiąc oddech. Po moim policzku poleciały łzy.
Nie, muszę być silna.
Muszę zostać tu i walczyć.
Ojciec nigdy by mi tego nie wybaczył.
Ojciec...
Pamiętam, jakby to było wczoraj.
Tata trenował mnie od kiedy pamiętam. Uczył mnie walki wręcz,
samoobrony i posługiwania się bronią. Mimo sędziwego wieku
tryskał energią. Nigdy nie pokazywał po sobie zmęczenia. Miał
tylko mnie. Mama umarła miesiąc po moim narodzeniu. Brat został
wygnany z miasta za zdradę. On sam był Kapitanem Gwardii
Królewskiej. Często pokazywał mi walki swoich rycerzy. Mówił
wtedy, że jest ze mnie dumny tak samo, jak z nich. Kochałam go, tak
samo jak on mnie.
Wszystko się jednak zmieniło.
Miałam wtedy dziewięć lat. Ojciec pokazywał mi, jak obezwładnia
się wroga. Po kilku nieudanych próbach pojawił się mężczyzna,
prawdopodobnie po trzydziestce. Ciemne włosy, brązowe oczy. Ubrany
w szlachecki płaszcz z herbem czarnego konia na ramieniu.
Przedstawił się jako Posłaniec Królowej Elenory i powiedział
dość ochryple, że przynosi rozkazy od Korony Królewskiej. Heryn,
mój tata, wyrwał kawałek papieru mężczyźnie i wyszedł. Pojawił
się dopiero po zachodzie słońca. Panna Klara, pokazywała mi wtedy
podstawy przędzenia kądzieli i wrzeciona. Podszedł do opatki i
szeptem przemówił. Widać było, że jest smutny i zamyślony. Bez
zbędnych wyjaśnień podszedł do mnie, pogłaskał po głowie i
pocałował w czoło. Potem stanął przede mną i spojrzał mi w
oczy. Piękne, błękitne ślepia patrzyły na mnie z powagą.
Wreszcie usta zaczęły mówić:
- Córciu, zostawiam cię w rękach opatki. - Spuścił głowę, a
zaraz znowu spoglądał na mnie. Tyle, że szlochał. – Obiecaj mi,
że będziesz grzeczna. - Pocałował mnie powtórnie i odszedł.
Na zawsze.
Dopiero po trzech miesiącach jego gwardia powróciła. Ale tylko
jedna trzecia przeżyła. Reszta zginęła. Mój tatko też. Dlatego
pomszczę go odnajdując i zabijając jego mordercę.
,, Twój przyjaciel ma racje. Twoja agonia nic tutaj nie zmieni,
pomożesz tylko żyjąc. Czasami trzeba odpuścić, żeby wygrać.
Wiesz, co jest słuszne.''
Mamo... Masz rację.
Otarłam oczy i popatrzyłam na swój miecz. Czerwona ozdobiona
złotymi wzorami rękojeść, metalowa, dobrze naostrzona głownia.
Spojrzałam na moją czarną, całą we krwi zbroję. Przebiegłam
wzrokiem przez pole bitwy i zrozumiałam powagę jego słów.
Wszędzie truchła i krew. Walka i dominowanie. Demony i ludzie. Po
krótkiej chwili dotarły do mnie słowa Gaarla:
- Wracaj do Agaras, to rozkaz. - Otrząsnęłam się, wyprostowałam
i odetchnęłam głęboko.
- Tak jest. Wykonam swoje zadanie Admirale. Niezwłocznie. -
Odwróciłam się. Schowałam ostrze do pochwy. Już zaczęłam
stawiać pierwszy krok, kiedy złapał mnie za rękę, obrócił,
przysunął do siebie i dotknął swoimi ustami moje wargi.
Rozchyliłam je, więc odpowiedział mi głębokim, namiętnym
pocałunkiem. Trwaliśmy tak złączeni, aż wydawało się, że
słychać było syk naszej pary. Czułam żar, podniecenie. Świat
wirował. Pragnęłam go, a on mnie. Odsunął usta, uwolnił mnie z
objęć i popatrzył w oczy. Zatrzepotałam rzęsami, a on
powiedział:
- Uważaj na siebie. - Przysunął moje dłonie do ust i pocałował.
- I pamiętaj o mnie. - Puścił mnie i odszedł walczyć.

Trochę krótkie, ale i tak ciekawe ;)
OdpowiedzUsuń