Publikuję pierwsze opowiadanie! :D Zapraszam do lektury. Komentarze mile widziane.
Winda
Nieoczekiwany
śmiech odbił się echem w
czterech ścianach.
Moje
ciało zaczęło drżeć. Poczułam
zapach unoszącej się wokół śmierci. Żółć podeszła mi do
gardła. Ostre zawroty głowy targały mną na wszystkie strony.
,,Przyszedł po mnie!”- Krzyknęłam w myślach. Nie
miałam gdzie uciec. Nawet szybkie i głośne oddechy ludzi nie
denerwowały mnie już tak bardzo jak wcześniej.
Mała
dziewczynka, na oko mająca jakieś 2
lata,
zaczęła rozpaczliwie łkać. Nagle przestała tak szybko jak
zaczęła. Usłyszałam tylko świst ostrego narzędzia i odgłos
upadających ciał. Cisza ogarnęła mnie i wywołała uczucie
przerażającego niepokoju.
Ktoś
popchnął mnie na ścianę tak dziko i gwałtownie, że aż
momentalnie
całe powietrze wyleciało
mi z płuc. Złapał
błyskawicznie za nadgarstki i przytrzymując
nad
głową
naparł swoim ciężkim, umięśnionym
ciałem. Dotknął
drugą ręką mojego podbródka i lekko odchylił.
Patrzyłam
teraz w jego fiołkowo jaspisowe oczy. Nawet w mroku wyczułam jego
uśmiech igrający na ustach.
-
Puść
mnie...- powiedziałam ledwo przekonującym tonem.
W
odpowiedzi przyległ jeszcze energiczniej i brutalniej. Fala
pożądania
walnęła we mnie z impetem
wybuchu. Jego zapach wiosennych róż podrażniał moje zmysły.
Czułam
jak ciało traci kontrolę, a dusza rozpada się na kawałki.
Próbowałam walczyć, poruszyć się, uciec, cokolwiek.
Zamiast
tego zapaliło się światło awaryjne.
Byłam
coraz bardziej wystraszona. W
myślach kłębiła mi się furia. Porozrzucane obrazy, nieznane
symbole. Chciało
mi się płakać. Czułam się bezsilna.
Gareth
był potwornie silny. Zawsze dominował. Był Alfą, wilkołakiem od
urodzenia. Cechowała go brutalność. Nigdy nie popuszczał okazji.
Nie
docierała do niego odmowa. Każda leciała na jego wysportowany
tors. Kruczy, rozczochrany fryz pasował do jego przystojnej, owalnej
twarzy. Krwista, zawsze rozpięta koszula od
Willsoor
ukazywała
seksowne ciało. Hebanowe
spodnie
orjean z Denley świetnie na nim leżały. Buty caterpillar zakupione
ekstra w Sarenza przydawały mu się, na przykład do uganiania się
za mną.
Rozpalał
wszystkie komórki w moim wnętrzu. Całował zachłannie. Najpierw
usta, potem muskał czoło i policzki. Schodził
niżej pieszcząc moją szyję
i
dekolt. Kosztował
każdy cal mojej mlecznej skóry.
,,Zrób
coś, głupia!”- napominałam się.
Dopiero
teraz zdałam sobie sprawę, że otaczają mnie poćwiartowane
truchła dwóch starszych pań po pięćdziesiątce, młodego
mężczyzny po dwudziestce i kobiety w wieku zbliżonym do
trzydziestki z dzieckiem. Ciała były tak zmasakrowane, że aż
musiałam zamknąć oczy i zacisnąć usta, żeby nie puścić pawia.
Gareth
czując moje obrzydzenie spojrzał w oczy figlarnymi płomykami,
oblizał usta
i
powiedział:
-
The
only way to get ride of a temptation is to yield to it.*
- Uśmiechnął
się przebiegle równocześnie rozluźniając uścisk.
Korzystając
z okazji wyszarpnęłam się i kopnęłam z całej siły w brzuch.
Niespodziewanie walnęłam niżej niż zamierzałam.
Trudno. Zawył
z bólu lecąc na ścianę windy. Zrobił dość dużą dziurę, żeby
można było tam zmieścić ze trzy średnie szafki nocne. Nie
namyślając
się za długo zerknęłam w górę wypatrując wyjścia z wyciągu.
,,Jest!”. Przeniosłam
ciężar na nogi. Uginając kolana skoczyłam z impetem
wyrywając drzwiczki szybu. Dźwig zatrząsł się niebezpiecznie
wymuszając utrzymanie równowagi. ,,Ooo...
Gareth już wyciągnął tyłek. Niedobrze...”
,,Myśl
Susane, myśl!”. Obróciłam się wokół własnej osi robiąc
równo trzysta sześćdziesiąt stopni. Chwyciłam
się prowadnicy** i powoli wspinałam się na wyższe
piętra. Nie było to całkiem trudne ale i nie łatwe. Mięśnie
zaczęły mi drętwieć
i
zdołowałam się jeszcze bardziej, kiedy przypomniałam sobie, że
to już całkiem wysoko...
Kiedy
już tak gramoliłam się i gramoliłam, poczułam na sobie znajomy
oddech. Miałam to gdzieś. Już prawie
dochodziłam,
jeszcze kawałek...!
Gareth
złapał mnie z kostkę i pociągnął w dół. Mimo, że trzymałam
się najmocniej jak potrafiłam ( a przynajmniej próbowałam ) był
ode mnie w praktyce silniejszy
i
zwinniejszy. Poleciałam
trochę ale wykonałam w powietrzu salto i zawisłam nad czeluścią
głową do dołu. ,,Gorzej już być nie może.”
-
Kici kici. Choć do mnie kotku.- Niski, seksowny głos przemówił z
różnych stron. Słowa wibrowały we mnie jeszcze przez minutę.
,,
A nie, jest jeszcze gorzej!!!”.
Nasłuchując
ciszy próbowałam wyczuć moment. Włączono światła
awaryjne tak? Więc...
I
rzuciłam się w przepaść.
Natrafiłam
na to, co chciałam. Usłyszałam damski, mechanicznie wypowiedziany
monolog:
-
Tryb Awaryjny w toku. Proszę zająć spokój. Życzymy miłego dnia.
To
ostatnie zdanie MOGLI sobie podarować...
-
Chcesz
się zabawić, mięśniaku? - Jak za pstryknięciem palców wyłonił
się przede mną Goryl.
-
Czekałem na taką propozycję. - Uśmiechnął się szeroko.
Potwornie, a jednocześnie kusząco.
-
Naprawdę? Czekałeś tylko jak jakaś laska rozkwasi ci nos i
twojego... - nie zdążyłam dokończyć, bo rzucił się na mnie i
przygwoździł do dachu windy. Wyprostowałam nogi
i
zrzuciłam go z siebie. Zanim kolejny raz wystrzelił jak z torpedy,
przeturlałam się w bok
i
uniknęłam
ataku. Wycelował pięścią, prawie trafiając mi w twarz. Drugą
zamachnął się w pobliże mojego brzucha. Nie przewidziałam jednak
pewnej rzeczy. Po
tym fakcie głowa zatrzęsła mi się o mało co nie spadając z
karku. Nie otrząsnęłam
się zbyt szybko. Kopnął w mój żołądek wywołując ostry ból.
Uderzyłam o ścianę. Osunęłam się na kolana z ręką na brzuchu.
Potwornie dzwoniło mi w uszach. W głowie się kręciło jak
w
karuzeli. Ledwo oddychałam. Przed oczami pojawiły się mroczki,
potrząsnęłam czupryną łapczywie łapiąc powietrze. Jednym
ruchem wziął mnie za szyję.
Patrzyłam
na niego z przymrużonymi
z wysiłku
oczami. On
tylko się zaśmiał. Wyciągnął z kieszeni jakąś chusteczkę i
trzymając mnie za włosy zakrył nią mój nos.
Następnie
co poczułam to odór kwasu. Osłabienie wzięło górę.
Nie
mogłam już nic zrobić.
*
Jedyny sposób, żeby uwolnić się od pokusy to jej ulec. (
przetłumaczone z angielskiego)
**
Prowadnica
(techn.) – część mechanizmu mająca za zadanie przemieszczenie
elementu ruchomego po zadanym torze. Prowadnice najczęściej
realizują ruch prostoliniowy.