Love Wolf

Love Wolf

piątek, 25 września 2015

Satan Slayer Rozdział 3 - Miłość odziana w zło

Ohayo! 

Jutro moje urodzinki i jadę do Wrocławia. :) Przy okazji jak nie zapomnę opublikuję 4 rozdział SS. Ech... moja kochana skleroza... Żeby nie dała mi się we znaki. XD


Brwi podjechały mi na czubek głowy, gdy usłyszałam te trzy słowa, które boleśnie uderzyły mnie w policzek: Nie jesteś człowiekiem. Serce pokoziołkowało i przypuszczalnie wypadło już w momencie tego poprzedniego ostrego bólu. Przełknęłam ogromną gulę, która tkwiła w moim gardle jak kowadło. No cóż... tego to ja się nie spodziewałam! Wiem, że jestem nieznośna, wszczynam bijatyki i potrafię narobić bałagan tylko jak spojrzę, ale żeby nazywać mnie nieludzką to lekkie przegięcie. Sama się kilka razy zastanawiałam, co ze mną jest nie tak i doszłam do wniosku, że to dorastanie czyli: minie, przejdzie. Prawda, która ciążyła na mnie od chwili podjęcia tej decyzji była gorsza. Tak naprawdę oszukiwałam się przez całe życie wzbraniając myśli, które nieustannie brnęły w tym kierunku. Kim lub Czym Jestem? Na te pytanie nigdy na nie nie odpowiedziałam, bo nie chciałam poznać odpowiedzi. Teraz stoję przed końcowym aktem i oczekuję, że ktoś mnie oświeci. Tym kimś zawsze był i jest Rin, mój... brat.
- Wszystko w porządku? - spytałam bardziej, by uspokoić siebie niż Rina. Błyskawicznie odpowiedziałam na to pytanie w myślach, nie było trudne: ,,Jak ma być w porządku?! Niech ktoś mnie kopnie albo zrobię to sama!” - Sprawiam problemy ale chyba nie jest ze mną aż tak źle? - grałam na zwłokę zadając głupie pytania i oczekując równie głupiej odpowiedzi jakby to był tylko jeden wielki żart.
- Jest o wiele gorzej. - Odpowiedział zapłakany i najgorsze było to, że nie przestawał. Jak tak dalej pójdzie, będę miała żywą fontannę w sypialni.
- Zaczynasz mnie przerażać. Zadzwonić do naszego psychologa?- zapytałam grzecznie pamiętając ostatnią wizytę u doktora Grey'a, którego przymilnie nazywam Alfonsem. Przypomniałam sobie jego ciepły uśmiech przed i lodowatą śmierć w oczach po zdemolowaniu jego gabinetu. Czepiał się mnie, że: zachowuję się jak chłopczyca, jestem wulgarna, znam walki uliczne, biję się z chłopakami, kiedy powinnam się z nimi umawiać, kłócę się z nauczycielami, tworzę ,,dziwne” kluby, przeklinam, niszczę rzeczy publiczne lub osobiste, a poza tym jestem wredna i nie słucham, co się do mnie mówi. Ostatnie zdanie wykrzyczał mi prosto do ucha zapluwając mi przy okazji pół twarzy, (dobrze, że przynajmniej umył zęby) po czym wyszedł obrażony szukając mojego brata. Udowodniłam, że słuchałam spalając jego ulubioną roślinkę (o której mi opowiadał) i wyrzucając jego ,,mądre” książki przez okno. Nie szkodziło mi jeszcze wyrzucić jego fotelu. Poskakałam po biurku w celu na pół i kierując się tą myślą połamałam tak ze trzy regały, szafkę i (nie wiem skąd się tam wzięła) skrzynkę na listy. Dziwne nie? Jaki normalny człowiek trzyma skrzynkę na listy w domu i to w gabinecie? Drugie pytanie brzmi: Jak dostaje się tam listonosz? Odwieczne pytania wszechświata... Gdy wrócił, krzyknął: ,,O kur..!” i zemdlał. I tak polubiłam go jeszcze bardziej.
- Diana, posłuchaj mnie, bo nie wiem czy ostatnim razem zrozumiałaś. Ostatnim razem rozwaliłaś psychologowi gabinet i zaklinał, że nie chce mieć z tobą nic wspólnego. - Ostrożnie dobierał słowa jakbym miała je zaraz obrócić przeciw jemu samemu.
- No, tak... - odpowiedziałam z ociąganiem drapiąc się instynktownie po karku. Zmrużyłam oczy zaskoczona nagłym przypływem zmęczenia, ziewnęłam i powiedziałam obojętnie – Alfons zasłużył.
- To boli, Diana. - Opuścił głowę i zacisnął ręce na mojej pościeli. - Twoja obojętność boli.
Otworzyłam usta, by coś powiedzieć ale zawahałam się. Co mogłam na to odpowiedzieć? Przyznać się do błędu, czy się bronić? Żadna uwaga nie jest tu więcej potrzebna, a moja lekkomyślność właśnie przebyła wszelkie granice. Przez te wszystkie lata nie zastanawiałam się nawet jak mój brat na to wszystko patrzy. Musiałam go bronić, taki stawiłam sobie cel, a co z uczuciami? Jakby czuł się mój brat wiedząc, że wdaję się w bójki w obronie rodziny? Jestem sławna w mieście i niejeden mnie zna. Wielu z nich po prostu się ze mnie śmieje, a mi to nie przeszkadza ale kiedy zaczyna coś mówić o mojej niekompletnej rodzinie wpadam w furię. Pustka jest straszna, a wypełnia ją jedynie mój brat.
- Przepraszam. - Szepnęłam szczerze i ze zmieszaniem, bo niejednokrotnie to już powtarzałam. Spuściłam wzrok i przez chwilę wpatrywałam się w nicość skupiona, by wysłuchać co Rin chciał miał mi od początku do powiedzenia. Pogodziłam się z przyszłością i obiecałam sobie, że cokolwiek się stanie nie dopuszczę, by cokolwiek stało się naszej rodzinie.
- Nie jesteś taka jak inni. - Odetchnął z trudem. - Nie jesteś człowiekiem, nie masz duszy. - Znowu spuścił głowę. - Miałem ci to wszystko powiedzieć później, a w najlepszym przypadku nigdy... On się budzi... Diano, obiecaj mi... że...
- Rin! Kto się budzi? Co mam ci obiecać? Wyduś to z siebie!
- Obiecaj... że dowiesz się prawdy o morderstwie. - Spojrzał mi w oczy. Przerażający błysk uświadomił mi, że nie kłamie.
- J-jakim m-morderstwie? - jąkałam się niemiłosiernie wyrzucając to pytanie z siebie. Czy mój brat był zamieszany w morderstwo? Nie! To niemożliwe!
- Obiecaj! - złapał mnie za rękę i potrząsnął nią gdy ja siedziałam sztywno. Czułam, że ta jedna mała odpowiedź zmieni moje całe dotychczasowe życie, innymi słowy zmieni się wszystko. Czy byłam na to gotowa? - Obiecaj! - powtórzył z naciskiem.
Nie ma czasu, ono już dawno się skończyło. - Zaszemrał głosik żywszy i jakby przez całe życie znany. To Drago. Był tu.
Nagle coś wylądowało na mojej głowie. Wychyliło się by na mnie popatrzeć i uśmiechnęło się dodając mi otuchy. Jeśli Drago jest przy mnie, to co może mi się stać? Nasza dwójka przeciw światu. Jeśli będziemy się wspierać, nic nie pójdzie źle.
- Zgoda. - Powiedziałam już pewniej. Rin wypuścił z ulgą powietrze. Nawet nie zauważyłam, kiedy je wstrzymał.
- Posłuchaj mnie, bo to bardzo ważne. Jesteś demonem, a ściślej mówiąc Aniołem Śmierci. Zrodzona zostałaś w sposób niesamowity, gdyż demony nie mogą mieć dzieci. Stało się to przypadkiem i niestety nie jeden raz. Przypuszczaliśmy wtedy, że to przez kod genetyczny twojej matki. Byliśmy w błędzie, okazało się iż twój ociec dostarczył twojej matce eliksir Powtórki. Straszne zamieszanie się z tym zrobiło, a mianowicie nikt nie znał znaczenia, składu ani wyglądu tego leku. Tak zostało do dziś ale nasi naukowcy cały czas nad tym pracują.
- Chcesz powiedzieć, że jestem pomyłką? - przerwałam mu.
- Nie, tylko tyle, że twoje narodziny były genialnie zaplanowane. - Uśmiechnął się pogodnie. - Wracając do tematu... Nie mamy stu procentowej pewności ale jest taka szansa, że jesteś Królową dwóch Światów. - Gdybym miała coś w buzi od razu bym to wypluła. Ja Królową?! Absurd! - Twoje narodziny były ściśle tajne i to nam przydzielono opiekę nad tobą ale nic więcej nie wiemy.
- My? Co za My? - spytałam coraz bardziej oszołomiona. Jeśli wcześniej czułam się głupia to teraz czuję się jeszcze głupsza.
- Demoniczna Straż Królowej Ciemności. - Odparł z dumą.
- Że co? - zapytałam wykrzywiając głowę i marszcząc brwi. - Czyli tak naprawdę...
- ...nie jesteśmy rodzeństwem, tak wiem. - Posmutniał. - Ale to nie znaczy, że nie jesteś moją siostrą. Ja zawsze będę uważać cię za część mojej rodziny. - Uśmiechnął się, a mi zrobiło się ciepło na sercu. Byłam mu wdzięczna za to, że mimo wszystko on nadal uważa mnie za swego.
- A... to opętanie... - zaczęłam nieśmiało.
- Twoja moc obudziła się w chwili przebudzenia Edwarda.
- Co za Edward?
- Jest oskarżony o próby zamachu i zniszczenia światów.
- Nie kojarzę gościa. - Mruknęłam.
- To normalne. - Odparł.
- I co z tym Edwardem jest nie tak? - spytałam zaciekawiona.
- Jest potężny ale żeby być niezwyciężonym potrzebuje ciebie.
- A ja mu po co? - zapytałam oburzona.
- Posiadasz moc dwóch Światów.
- No i?
- No i to, że masz moc demonów jak twoja matka i jednocześnie możesz używać eliksirów alchemicznych jak twój ojciec.
- Pogubiłam się...
- To dobrze. Reszty musisz dowiedzieć się samej. - Wstał rozciągając się.
- Co?! I to tyle masz mi do powiedzenia?! - krzyknęłam na niego.
- Obowiązuje mnie Kodeks. Nic ci już więcej nie mogę powiedzieć ale służę radą. - Zaśmiał się perliście.
- I dopiero teraz zamierzasz przejmować się jakimś kodeksem?!
- Na to wygląda. - Wykrzywił usta w udawanym grymasie.
- To nie fair! - krzyknęłam wściekła.
- Pieśń Rozbrzmiała. Złamała Ciszę. O swojej przeszłości musisz dowiedzieć się sama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz