Ohayo!
Jutro moje urodzinki i jadę do Wrocławia. :) Przy okazji jak nie zapomnę opublikuję 4 rozdział SS. Ech... moja kochana skleroza... Żeby nie dała mi się we znaki. XD
Brwi podjechały mi na czubek
głowy, gdy usłyszałam te trzy słowa, które boleśnie uderzyły
mnie w policzek: Nie jesteś człowiekiem. Serce
pokoziołkowało i przypuszczalnie wypadło już w momencie tego
poprzedniego ostrego bólu. Przełknęłam ogromną gulę, która
tkwiła w moim gardle jak kowadło. No cóż... tego to ja się nie
spodziewałam! Wiem, że jestem nieznośna, wszczynam bijatyki i
potrafię narobić bałagan tylko jak spojrzę, ale żeby nazywać
mnie nieludzką to lekkie przegięcie. Sama się kilka razy
zastanawiałam, co ze mną jest nie tak i doszłam do wniosku, że to
dorastanie czyli: minie, przejdzie. Prawda, która ciążyła na mnie
od chwili podjęcia tej decyzji była gorsza. Tak naprawdę
oszukiwałam się przez całe życie wzbraniając myśli, które
nieustannie brnęły w tym kierunku. Kim lub Czym Jestem? Na te
pytanie nigdy na nie nie odpowiedziałam, bo nie chciałam poznać
odpowiedzi. Teraz stoję przed końcowym aktem i oczekuję, że ktoś
mnie oświeci. Tym kimś zawsze był i jest Rin, mój... brat.
- Wszystko w porządku? -
spytałam bardziej, by uspokoić siebie niż Rina. Błyskawicznie
odpowiedziałam na to pytanie w myślach, nie było trudne: ,,Jak
ma być w porządku?! Niech ktoś mnie kopnie albo zrobię to sama!”
- Sprawiam problemy ale chyba nie jest ze mną aż tak źle? - grałam
na zwłokę zadając głupie pytania i oczekując równie głupiej
odpowiedzi jakby to był tylko jeden wielki żart.
- Jest o wiele gorzej. -
Odpowiedział zapłakany i najgorsze było to, że nie przestawał.
Jak tak dalej pójdzie, będę miała żywą fontannę w sypialni.
- Zaczynasz mnie przerażać.
Zadzwonić do naszego psychologa?- zapytałam grzecznie pamiętając
ostatnią wizytę u doktora Grey'a, którego przymilnie nazywam
Alfonsem. Przypomniałam sobie jego ciepły uśmiech przed i lodowatą
śmierć w oczach po zdemolowaniu jego gabinetu. Czepiał się mnie,
że: zachowuję się jak chłopczyca, jestem wulgarna, znam walki
uliczne, biję się z chłopakami, kiedy powinnam się z nimi
umawiać, kłócę się z nauczycielami, tworzę ,,dziwne” kluby,
przeklinam, niszczę rzeczy publiczne lub osobiste, a poza tym jestem
wredna i nie słucham, co się do mnie mówi. Ostatnie zdanie
wykrzyczał mi prosto do ucha zapluwając mi przy okazji pół
twarzy, (dobrze, że przynajmniej umył zęby) po czym wyszedł
obrażony szukając mojego brata. Udowodniłam, że słuchałam
spalając jego ulubioną roślinkę (o której mi opowiadał) i
wyrzucając jego ,,mądre” książki przez okno. Nie szkodziło mi
jeszcze wyrzucić jego fotelu. Poskakałam po biurku w celu na pół
i kierując się tą myślą połamałam tak ze trzy regały,
szafkę i (nie wiem skąd się tam wzięła) skrzynkę na listy.
Dziwne nie? Jaki normalny człowiek trzyma skrzynkę na listy w domu
i to w gabinecie? Drugie pytanie brzmi: Jak dostaje się tam
listonosz? Odwieczne pytania wszechświata... Gdy wrócił, krzyknął:
,,O kur..!” i zemdlał. I tak polubiłam go jeszcze bardziej.
- Diana, posłuchaj mnie, bo
nie wiem czy ostatnim razem zrozumiałaś. Ostatnim razem rozwaliłaś
psychologowi gabinet i zaklinał, że nie chce mieć z tobą nic
wspólnego. - Ostrożnie dobierał słowa jakbym miała je zaraz
obrócić przeciw jemu samemu.
- No, tak... - odpowiedziałam
z ociąganiem drapiąc się instynktownie po karku. Zmrużyłam oczy
zaskoczona nagłym przypływem zmęczenia, ziewnęłam i powiedziałam
obojętnie – Alfons zasłużył.
- To boli, Diana. - Opuścił
głowę i zacisnął ręce na mojej pościeli. - Twoja obojętność
boli.
Otworzyłam usta, by coś
powiedzieć ale zawahałam się. Co mogłam na to odpowiedzieć?
Przyznać się do błędu, czy się bronić? Żadna uwaga nie jest tu
więcej potrzebna, a moja lekkomyślność właśnie przebyła
wszelkie granice. Przez te wszystkie lata nie zastanawiałam się
nawet jak mój brat na to wszystko patrzy. Musiałam go bronić, taki
stawiłam sobie cel, a co z uczuciami? Jakby czuł się mój brat
wiedząc, że wdaję się w bójki w obronie rodziny? Jestem sławna
w mieście i niejeden mnie zna. Wielu z nich po prostu się ze mnie
śmieje, a mi to nie przeszkadza ale kiedy zaczyna coś mówić o
mojej niekompletnej rodzinie wpadam w furię. Pustka jest straszna, a
wypełnia ją jedynie mój brat.
- Przepraszam. - Szepnęłam
szczerze i ze zmieszaniem, bo niejednokrotnie to już powtarzałam.
Spuściłam wzrok i przez chwilę wpatrywałam się w nicość
skupiona, by wysłuchać co Rin chciał miał mi od początku do
powiedzenia. Pogodziłam się z przyszłością i obiecałam sobie,
że cokolwiek się stanie nie dopuszczę, by cokolwiek stało się
naszej rodzinie.
- Nie jesteś taka jak inni. -
Odetchnął z trudem. - Nie jesteś człowiekiem, nie masz duszy. -
Znowu spuścił głowę. - Miałem ci to wszystko powiedzieć
później, a w najlepszym przypadku nigdy... On się budzi... Diano,
obiecaj mi... że...
- Rin! Kto się budzi? Co mam
ci obiecać? Wyduś to z siebie!
- Obiecaj... że dowiesz się
prawdy o morderstwie. - Spojrzał mi w oczy. Przerażający błysk
uświadomił mi, że nie kłamie.
- J-jakim m-morderstwie? -
jąkałam się niemiłosiernie wyrzucając to pytanie z siebie. Czy
mój brat był zamieszany w morderstwo? Nie! To niemożliwe!
- Obiecaj! - złapał mnie za
rękę i potrząsnął nią gdy ja siedziałam sztywno. Czułam, że
ta jedna mała odpowiedź zmieni moje całe dotychczasowe życie,
innymi słowy zmieni się wszystko. Czy byłam na to gotowa?
- Obiecaj! - powtórzył z naciskiem.
Nie ma czasu, ono już
dawno się skończyło. - Zaszemrał głosik żywszy i jakby
przez całe życie znany. To Drago. Był tu.
Nagle coś wylądowało na
mojej głowie. Wychyliło się by na mnie popatrzeć i uśmiechnęło
się dodając mi otuchy. Jeśli Drago jest przy mnie, to co może mi
się stać? Nasza dwójka przeciw światu. Jeśli będziemy się
wspierać, nic nie pójdzie źle.
- Zgoda. - Powiedziałam już
pewniej. Rin wypuścił z ulgą powietrze. Nawet nie zauważyłam,
kiedy je wstrzymał.
- Posłuchaj mnie, bo to
bardzo ważne. Jesteś demonem, a ściślej mówiąc Aniołem
Śmierci. Zrodzona zostałaś w sposób niesamowity, gdyż demony
nie mogą mieć dzieci. Stało się to przypadkiem i niestety nie
jeden raz. Przypuszczaliśmy wtedy, że to przez kod genetyczny
twojej matki. Byliśmy w błędzie, okazało się iż twój ociec
dostarczył twojej matce eliksir Powtórki. Straszne zamieszanie się
z tym zrobiło, a mianowicie nikt nie znał znaczenia, składu ani
wyglądu tego leku. Tak zostało do dziś ale nasi naukowcy cały
czas nad tym pracują.
- Chcesz powiedzieć, że
jestem pomyłką? - przerwałam mu.
- Nie, tylko tyle, że twoje
narodziny były genialnie zaplanowane. - Uśmiechnął się pogodnie.
- Wracając do tematu... Nie mamy stu procentowej pewności ale jest
taka szansa, że jesteś Królową dwóch Światów. - Gdybym miała
coś w buzi od razu bym to wypluła. Ja Królową?! Absurd! - Twoje
narodziny były ściśle tajne i to nam przydzielono opiekę nad tobą
ale nic więcej nie wiemy.
- My? Co za My? - spytałam
coraz bardziej oszołomiona. Jeśli wcześniej czułam się głupia
to teraz czuję się jeszcze głupsza.
- Demoniczna Straż Królowej
Ciemności. - Odparł z dumą.
- Że co? - zapytałam
wykrzywiając głowę i marszcząc brwi. - Czyli tak naprawdę...
- ...nie jesteśmy
rodzeństwem, tak wiem. - Posmutniał. - Ale to nie znaczy, że nie
jesteś moją siostrą. Ja zawsze będę uważać cię za część
mojej rodziny. - Uśmiechnął się, a mi zrobiło się ciepło na
sercu. Byłam mu wdzięczna za to, że mimo wszystko on nadal uważa
mnie za swego.
- A... to opętanie... -
zaczęłam nieśmiało.
- Twoja moc obudziła się w
chwili przebudzenia Edwarda.
- Co za Edward?
- Jest oskarżony o próby
zamachu i zniszczenia światów.
- Nie kojarzę gościa. -
Mruknęłam.
- To normalne. - Odparł.
- I co z tym Edwardem jest nie
tak? - spytałam zaciekawiona.
- Jest potężny ale żeby być
niezwyciężonym potrzebuje ciebie.
- A ja mu po co? - zapytałam
oburzona.
- Posiadasz moc dwóch
Światów.
- No i?
- No i to, że masz moc
demonów jak twoja matka i jednocześnie możesz używać eliksirów
alchemicznych jak twój ojciec.
- Pogubiłam się...
- To dobrze. Reszty musisz
dowiedzieć się samej. - Wstał rozciągając się.
- Co?! I to tyle masz mi do
powiedzenia?! - krzyknęłam na niego.
- Obowiązuje mnie Kodeks. Nic
ci już więcej nie mogę powiedzieć ale służę radą. - Zaśmiał
się perliście.
- I dopiero teraz zamierzasz
przejmować się jakimś kodeksem?!
- Na to wygląda. - Wykrzywił
usta w udawanym grymasie.
- To nie fair! - krzyknęłam
wściekła.
- Pieśń Rozbrzmiała.
Złamała Ciszę. O swojej przeszłości musisz dowiedzieć się
sama.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz